in Polish.
W otchłani kosmicznego zgiełku ja, cichy Księżyc, pozornie tylko świetlisty, lecz blady i pełen blizn, krążę samotnie, chłodny i niedostateczny, gdy moje Słońce, w złotej krasie, kocha ziemię. Tak daleko ode mnie, w swojej doskonałej orbicie, rozświetla dni, maluje świtem uśpione lądy, a ja, zbyt blady i zbyt szary, tylko odbijam jej blask, który nie jest mój, ani trochę mój. Słońce moje, ogniste i nieosiągalne, światło twoje w sercach ziemskich rozpalasz, a ja, niczym cień, przemierzam kosmiczną próżnię, widząc, jak ziemia ciebie pożąda, ciebie adoruje. Twoje promienie, tak gorące, tak zapraszające, mnie tylko muskają, zimne, niezdolne ogrzać, jakby przestrzeń między nami była oceanem, którego fale nigdy nie zaznają mojego smutku. Czy znajdziesz kogoś, kto może być bliżej niż ja, ktoś, kto twoje ciepło poczuje każdego dnia? O, jak zazdroszczę ziemi, która cię tak swobodnie dotyka, gdy ja, twój wierny Księżyc, pozostaję w mroku. Ale może tak właśnie musi być, w tej kosmicznej grze, że ja, zawsze na uboczu, skryty w swojej tarczy, będę kochał cię z daleka, bez szansy na wzajemność, jak gwiazda, co świeci, ale nigdy nie zostanie zauważona.
Poetry Books 50% Off
Bestselling collections from top poets
